Dobry wieczór. Ostatnio naszła mnie chęć pogrania w stare FIFY, tak po prostu, dla zabawy. Aj, na zabawę muszę poczekać do następnego tygodnia, bowiem witam was w kolejnym tymczasowo stałym kąciku na fifasite, dotyczącym retro FIFY. Dzisiaj na tapetę, zgodnie z tytułem, FIFA 19. Ach, cóż to była za gra… No nie za dobra, ale podobała się sporej ilości graczy. Zaraz, czy ja sobie żartuję? Jest to jedna z najbardziej znienawidzonych odsłon piłkarskiej gry od Electronic Arts, lecz nie tak bardzo jak aktualna edycja, czy FIFA 16 bowiem, jedyne co denerwowało w zeszłorocznej grze, to fakt, że można było zdobyć 10 goli w meczu z woleja, bądź po La Crochecie czy El Tornado. Słowem, w zeszłorocznej FIFIE prędzej zdobędziesz bramkę z woleja czy po La Chrochetach, niż po zwykłej akcji i to spowodowało aż taką falę hejtu.

Ale przejdźmy do rzeczy. Wszedłem do Ultimate Team i otworzyłem paczkę za zadanie tygodniowe wykonane przez przypadek. Czekał tam na mnie Rio Ferdinand oceniony aż na 90. I pozostaje pytanie – czy to po prostu szczęście, czy EA szykuje nam jakiś prezent, tak jak w 18, gdzie dostaliśmy 4 ikony prime, no i podkręciło drop, żeby ludzie do niej wracali. Ja nie wiem, pozostawiam to dla Was w komentarzach pod tym postem czy na Facebooku.

Rynku właściwie już nie ma, więc nie będę się tutaj rozpisywał. Mniej słynnych kart typu J. Felix TOTS na rynku nie ma wcale.

Nie polecam wracania do tej odsłony, bo lepiej pyknąć w tą 18 czy 17, naprawdę.

Miłego wieczoru!

Pamiętaj, jeśli Ci się spodobał artykuł, aby opowiedzieć o nim znajomym!

Dodaj komentarz